Poranek w winnicy Strumy — z notatnika
Wstajemy zanim dolina Strumy zdąży się rozgrzać. Powietrze pachnie mokrym kamieniem i winoroślą — takim zapachem, którego nie da się sfotografować, a który zostaje w pamięci dłużej niż zdjęcie.
Gospodarz prowadzi nas między rzędami. Nie opowiada o medalach. Pokazuje, gdzie wiatr schodzi z gór i jak to zmienia smak. Dopiero przy śniadaniu, przy chlebie i białym serze, otwiera butelkę „dla gości, którzy słuchają”.
Co warto wiedzieć
Najlepsze wizyty zaczynają się wcześnie. Unikasz upału, trafiasz na spokój i na rozmowę, której nie ma w folderze turystycznym. To właśnie po to budujemy trasy — wokół rytmu miejsca, nie rozkładu autokaru.
Jeśli lubisz wino bez pośpiechu i pejzaż, który nie musi krzyczeć, dolina Strumy jest dobrym początkiem Bułgarii poza pocztówką.