Poranek w Kachetii: z notatnika
Rosa na liściach, qvevri w ziemi i pierwsze łyki wina, o którym gospodarz milczy aż do południa.
Wstajemy zanim dolina Alazani zdąży się rozgrzać. Powietrze pachnie mokrym kamieniem i winoroślą, takim zapachem, którego nie da się sfotografować, a który zostaje w pamięci dłużej niż zdjęcie.
Gospodarz prowadzi nas między rzędami. Nie opowiada o medalach. Pokazuje, gdzie wiatr schodzi z Kaukazu i jak to zmienia smak. Dopiero przy śniadaniu, przy chlebie i białym serze, otwiera butelkę „dla gości, którzy słuchają”.
Co warto wiedzieć
Najlepsze wizyty zaczynają się wcześnie. Unikasz upału, trafiasz na spokój i na rozmowę, której nie ma w folderze turystycznym. To właśnie po to budujemy trasy wokół rytmu miejsca, nie rozkładu autokaru.
Jeśli lubisz wino bez pośpiechu i pejzaż, który nie musi krzyczeć, Kachetia jest dobrym początkiem Gruzji poza pocztówką.